Już na ślubie można było odczuć, ze Justyna jest bardzo wymagająca,
wiec musiałem ich zabrać do odległego miejsca.
Musiałem przejechać prawie 400km aby spotkać się z para w Palmiarni w Łodzi,
to właśnie tam odbyła się pierwsza część sesji,
było zielono, tajemniczo i egzotycznie.
To prawdziwy wycinek tropikalnej puszczy.
Drobna Justyna mogła wtulić się w ramiona dobrze zbudowanego Piotra.
Atmosfera była wyjątkowo zmysłowa i namiętna.
Później udaliśmy się do pobliskiego parku w poszukiwaniu słońca,
które tego dnia było wyjątkowo kapryśne.
Udało się jednak złapać ostatnie promyki, by później pognać do Łódzkiej Manufaktury.
Musieliśmy się przebić przez korki dużego miasta, ale z Piotrem to nie problem.
Jestem fanem motoryzacji,
a jego prywatne auto zrobi wrażenie na nie jednym motoryzacyjnym laikiem.
Chyba każdy wie jak wygląda Mustang 🙂
A emocje napędzało jego wolnossące serce 5.0 V8 – Facet będzie wiedział o co chodzi.
Wiec bardzo „nie” przepisowo dojechaliśmy do manufaktury
Było już ciemno i o to właśnie chodziło.
Miejsce to robi największe wrażenie właśnie nocą,
za sprawa genialnego podświetlenia.
Czerwona cegła, różnokolorowe światło
i
Młoda Para – tak wyglądały ostatnie klatki tego dnia.
Zmęczeni, ale szczęśliwi zakończyliśmy kilkugodzinna sesje.